"Secret Service" znów w grobie

"Secret Service" znów w grobie
Powrót znanego w latach 90-tych pisma o grach komputerowych wywołał falę entuzjazmu i przyznam, że ja również owemu przedsięwzięciu kibicowałem. W crowdfunding-owym serwsie PolakPotrafi zebrano na ten cel 284 tysiące złotych i... i co?
A no mamy przykład prawdziwości powiedzonka: "Historia lubi się powtarzać" - w środę, 10 grudnia 2014 roku pojawiła się wiadomość że magazyn "Secret Service" padł. A raczej padł znowu :-)
"Secret Service" w swojej historii był już reaktywowany pod nazwą "New Secret Service", co było wynikiem awantury w redakcji i sporem o prawa do marki. Nowy-stary "SS" dobił do 4 numerów i padł. Teraz zrobił to samo, jednak już po 2 numerach - widać niektórzy członkowie redakcji zyskali wprawę :-)
To, że coś się święci, można było wyczuć po wydaniu pierwszego numeru.
Właściciel marki "Secret Service", Waldemar "Pegaz Ass" Nowak oświadczył (na Facebookowym wall-u gazety), że odchodzi, a tak w ogóle to nigdy nie był częścią redakcji co było o tyle zastanawiające, że widniał w stopce redakcyjnej jako dyrektor artystyczny. Readkcja oświadczyła, że jest zaskoczona i... tyle. Niektórzy jednak zaczęli wieścić szybki koniec, bo to właśnie imć Nowak był dotąd obwiniany o zamieszanie i "kwasy" we wcześniejszym "Secret Service" oraz o upadek gazety. Słusznie czy nie - nie wiem, ale wszystkio wskazywało na powtórkę. Dobrze wskazywało :-)
Cóż, jak mówi inne powiedzonko: "Shit happens". Może człowiek był trudny we współpracy, może ktoś chciał za wiele? Różnie bywa. Wydawca opublikował jednak oświadczenie, w którym można było przeczytać:
"...
Idea Ahead (wydawca) nie dysponuje już prawami do marki "Secret Service". Wróciły one do właściciela, czyli spółki Bronwald. Prawa do tytułu były licencjonowane na podstawie umowy, która wygasła...
..."
No i zrobiło się dziwnie, ponieważ w założeniach "Secret Service" miał ukazać się przynajmniej w 6-ciu numerach, które obiecano osobom finansującym projekt.

Skoro umowa wygasła po dwóch to znaczy, że chyba wiedziano iż pismo zakończy swój żywot dużo szybciej. Jest to tym dziwniejsze, że organizatorzy "ściepy" zapewniali w opisie zbiórki na PolakPotrafi, że wszystkie kwestie prawne są zabezpieczone, aby nie powtórzyły się zajścia z przeszłości.

Co więcej, w oświadczeniu o wygaśnieciu umowy dotyczącej tytułu, można było przeczytać:
"...
W dalszym ciągu będziemy wydawać magazyn poświęcony kulturze gier wideo, zgodnie z wizją jaką przedstawialiśmy dotychczas. Czasopismo tworzyć będzie ten sam lub bardzo zbliżony skład redakcyjny, z Piotrem Mańkowskim jako redaktorem naczelnym. Zostaje z nami też cała załoga, dzięki której magazyn się ukazuje.
Nastąpią oczywiście zmiany – oczekiwane zarówno przez Was, a także konieczne w naszej opinii, a których dotychczas z różnych względów nie mogliśmy zrealizować. Poza zmianą nazwy, od następnego numeru kończymy z cyklem dwumiesięcznym. Od roku 2015 nasz magazyn będzie się ukazywał co miesiąc. Pojawi się wydanie elektroniczne w formie aplikacji, z dodatkową zawartością multimedialną. Powstaje nowy layout i podział treści wewnątrz... Będzie nowa strona www z blogami autorów...
...
Zapraszamy do lektury naszego magazynu, który od najbliższego numeru będzie się ukazywał pod tytułem „PIXEL. Kultura Gier Wideo”. Premierę planujemy na 29 stycznia 2015 r. Od tego czasu będziemy się ukazywać jako miesięcznik...
..."
Ten rozmach może niektórych zastanawiać.
Przy reaktywacji "Secret Service", obiecywano uruchomienie forum dla czytelników, co nie nastąpiło. Ba! Ponoć niektórzy crowdfounderzy nie zyskali nawet dostępu do Facebookowej grupy Secret Action. A "Pixel"? Proszę bardzo, na bogato: aplikacja, wersja elektroniczna, blogi autorów. Nie dziwię się, że dla osób wspierających finansowo projekt zaczęło to wyglądać tak, jakby redakcja od początku była zajęta nie wskrzeszeniem "Secret Service", a budową nowego tytułu, a cała gra na sentymentach do starego czasopisma miała być sprytnym sposobem na wyciągnięcie pieniędzy na zupełnie inny projekt.
Wydawca próbował tłumaczyć co zaszło i na Facebooku opóblikował jeszcze jeden tekst, gdzie można przeczytać:
"...
Pod koniec roku 2013 pojawił się u mnie pomysł na wydawanie czasopisma o grach. Kolejne marzenie, pasja na bazie sukcesu Pixel Heaven. Powstało to w gronie trzech osób, nie było mowy o Secret Service. Temat pojawił się w momencie, jak skierowałem zapytanie do Waldka Nowaka, czy nie napisałby „czegoś do nowego pisma o grach”. Wyszło z tego spotkanie, gdzie ze strony Waldka pojawił się pomysł na reaktywację Secret Service i zapytał co ja na to. Przystałem entuzjastycznie, bez analiz itp., zajarałem się...
...Umowę przedstawioną przez Waldka podpisałem w dobrej wierze...
...Umowa przeleżała i powrót do niej nastąpił w momencie przygotowań do wydania pierwszego numeru, kiedy Waldek zaczął psuć organizację pracy, wchodzić w kompetencje itp. doprowadzając do sytuacji, w której wydanie pierwszego numeru było mocno zagrożone. Nie mieliśmy makiety, nie mieliśmy logo (pamiętne projekty, które powstawały na zlecenie wydawcy były bez uzasadnienia przez Waldka odrzucane i nic nie było w zamian) – a za to odpowiadał Waldek. Z pracy zrezygnowało dwóch DTPowców, którzy z Waldkiem współpracowali. Nie mieliśmy okładki, z którą również było wielkie zamieszanie wywołane przez Pegaza . Inaczej mówiąc – Waldek zaczął tak mocno i niekorzystnie ingerować w życie redakcji, co powodowało wielki bałagan i zniechęcenie załogi.  Sytuacja zrobiła się napięta i konieczne pojawiło się doprecyzowanie zapisów umowy
...".
No i jak to skomentować?
Umowa podpisana "w dobrej wierze"?
Sorry, ale jeśli to prawda, to wchodząc w układy z człowiekiem, który - jak głoszą plotki - w latach 90-tych narobił ponoć wiele złego ze starym tytułem, należało najpierw zacząć od analizy umowy i ustalenia, co komu wolno i kto za co jest odpowiedzialny.
Zresztą tłumaczenie to niewiele chyba dało, bo snucie teorii spiskowych podsycił fakt, że domenę czasopisma "Pixel" zarejestrowano już w październiku 2014 roku, czyli na długo przed odejściem właściciela marki i całą awanturą. Co więcej, nazwa "Pixel" to właśnie nawiązanie do "Pixel Heaven" - festiwalu gier, organizowanego przez wydawcę, Roberta Łapińskiego. Ech...
No i teraz ludzie węszą, podejrzewają, są wściekli i troszkę trudno im się dziwić, bo w końcu wyłożyli na reaktywację pisma niemal 300 tysięcy złotych, a zamiast legendarnego tytułu dostają... jakiegoś piksela.

Jaka jest prawda?
Czy rzeczywiście "skrzydlata habeta" narobiła pod drzwi?
Czy może wszystko zostało sprytnie rozegrane, a człowiek będący posiadaczem marki miał jedynie użyczyć nazwy aby "zanęcić" darczyńców i odegrać następnie rolę "złego"?
Tego już nikt spoza redakcji nie dojdzie.
Nie przypuszczam jednak, aby ktoś robił takie "roszady" i świadomie pakował się w awanturę jaka wybuchła koło całego projektu, bo teraz solidnie obrywają wszyscy z nim związani (choć z drugiej strony masochiści i cwaniacy też się zdarzają). Póki co wygląda na to, że niedopilnowano kwestii prawnych, co nie powinno mieć miejsca choćby ze względu na niemiłe sytuacje z przeszłości pisma.
Niezależnie jednak od wszystkiego prawda jest taka, że "Pixel" będzie miał trudny start i gotowe, wściekłe grono niechętnych i to jeszcze nim pojawi się jego pierwszy numer.
Wydawca podjął co prawda próbę załagodzenia sprawy i zadośćuczynienia dla wspierających - za co mu chwała - ale smród spalenizny będzie czuć jeszcze baaaardzo długo. Może się też skończyć tak, że "Pixel" umrze równie szybko co reanimowany "Secret Service".
Czas wszystko pokaże.
 
A! Gdyby ktoś był ciekaw aktualnych informacji, może zaglądnąć na FB, na stronę czasopisma Pixel :-)
Natomiast tutaj, znajdziecie stronę WWW owej gazety.
 
Aktualizacja 13.12.2014
Panowie Nowak (właściciel marki) i Łapiński (wydawca) opublikowali w sieci swoje teksty o tym, kto zerwał umowę (która ponoć miała wygasnąć) i nie chciał zawrzeć nowej, a kto się na kogo wypiął (ponoć wydawca nie był zainteresowany wykupieniem marki). Emocje jak w serialu brazylijskim :-)
Widzicie?
Jedna gazeta - która nawet nie istnieje - a ile świetnej zabawy. Powinni to robić częściej :-)

Komentarze
Podpis: bagienny
12-12-2014
Tak srsly, to mię to ryba. Poziom SS stoczył się jakoś na 30tych numerach, potem leciał na przyzwyczajeniu. Przyznam się, że dałem się ponieść fali ekscytacji pierwszym reaktywowanym numerem. Parę tekstów było interesujących. Jednak nie nabyłem kolejnego numeru, przekartkowałem w kiosku. Ci tak zwani redaktorzy mogliby wyjść ze swojej buty i własnego mniemania o własnej zajebistości i zamiast populistycznych słabych tekstów (jak kiedyś, 97 numer był na poziomie) wziąć się za b
Osobiście 2 numeru nie miałem w rękach - jest dopiero w drodze :-) Pierwszy "wskrzeszony" numer nie był może szałem, ale człowiek wychodził z założenia że się rozkręcają bo przez lata każdy zardzewieje. No i rzeczywiście sama redakcja też powinna o tym pamiętać, bo chyba uznali, że cokolwiek napiszą będzie OK. Problem w tym, że i odbiorcy są już starsi, a i sami twórcy też są po latach innymi ludźmi. Tak czy siak, ciekaw jestem jak im wyjdzie ten "Pixel". Już nie będzie wymówki, że ktoś im psuje pracę w redakcji :-)
Podpis:
E-mail:
Strona WWW (bez http://):
Komentarz:
Pola z gwiazdką muszą być wypełnione. Email nie jest publikowany.